Marcin Giba - ukończył Instytut Twórczej Fotografii na Uniwersytecie Śląskim w czeskiej Opavie z tytułem magistra sztuki w dziedzinie fotografii. Jestem dyrektorem artystycznym Rybnik Foto Festivalu. Oprócz realizacji komercyjnych oddaje się twórczości artystycznej tworząc Podnierbne Obrazy.

Miałeś sny, że latasz? marzyłeś o tym w dzieciństwie? Skąd ten typ pasji związanej z podniebnymi obrazami?
Pamiętam, że w dzieciństwie śniło mi się, że latam, choć nie były to spokojne sny – zazwyczaj kończyły się spadaniem J. A tak już całkiem serio, nigdy nie marzyłem o samym lataniu. Fascynuje mnie przede wszystkim możliwość tworzenia obrazów. Projekt Podniebne Obrazy pozwala mi połączyć fotografię z moją fascynacją sztuką abstrakcyjną. Perspektywa lotu ptaka daje mi możliwość odkrywania form, kolorów i kompozycji, których nie jesteśmy w stanie dostrzec z poziomu ziemi. To właśnie ta możliwość patrzenia na krajobraz jak na obraz najbardziej mnie inspiruje.
Pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy zobaczyłeś na ekranie obraz przesyłany z twojego pierwszego drona? kiedy pomyślałeś: „to może być mój nowy język fotografii”?
Tak, pamiętam. I wcale nie było to jakieś spektakularne zdjęcie, ale już wtedy poczułem, że odkrywam coś wyjątkowego. Byłem w takim momencie swojej kariery, że moja fotograficzna aktywność skupiała się niemal wyłącznie na zleceniach komercyjnych. Pierwsze ujęcia z lotu ptaka uświadomiły mi jednak, że fotografia może znów stać się dla mnie sposobem autorskiej wypowiedzi. Poczułem podobne emocje jak na początku mojej przygody z fotografią, kiedy odkrywałem fotografię kreacyjną i inscenizowaną. To było trochę tak, jakbym po raz pierwszy znowu trzymał w rękach mojego Zenita.

Dron miał początkowo poszerzyć Twoją ofertę komercyjną, ale szybko stał się narzędziem autorskiej wypowiedzi. Co zobaczyłeś z góry, czego wcześniej nie mogłeś odnaleźć w tradycyjnej fotografii?
Z góry wszystko wygląda inaczej i ciekawiej, patrząc z tej perspektywy mogę tworzyć „widok nieprzedstawiający”. Te wszystkie formy, struktury, wzory stworzone przez naturę oraz działalność człowieka na ziemi, można zobaczyć i zatrzymać na fotografiach tylko gdy wzniesiemy się ponad horyzont. To czyni ten sposób obrazowania naprawdę wyjątkowym.
Czy fotografia dronowa zmieniła tylko punkt, z którego fotografujesz, czy również sposób, w jaki patrzysz na świat na co dzień?
Fotografia dronowa sprawiła, że zacząłem dostrzegać piękno w miejscach, które wcześniej wydawały się zwyczajne i dobrze znane. Pokazała mi, że nawet najbliższe otoczenie potrafi skrywać niezwykłe obrazy. Myślę, że od tamtej pory stałem się po prostu uważniejszym obserwatorem świata.
Co pojawia się najpierw: konkretne miejsce, pomysł na obraz czy przypadkowo zauważony kształt?
Aktualnie fotografuję bardziej świadomie – jadę w konkretne miejsce z pomysłem na zdjęcie, które chciałbym zrobić. Ale na miejscu może się okazać, że zobaczę coś zupełnie innego, czego wcześniej nie zaplanowałem.

Jak szukasz miejsc do fotografowania? Korzystasz z map satelitarnych, podpowiedzi mieszkańców, wcześniejszych obserwacji czy po prostu pozwalasz sobie na błądzenie?
Z tym bywa naprawdę różnie. Na początku, te osiem lat temu, nie wiedziałem nawet, że można korzystać z map satelitarnych, żeby szukać ciekawych miejsc do fotografowania. Wtedy polegałem przede wszystkim na intuicji i po prostu fotografowałem w miejscach, do których mnie prowadziła. Dzisiaj zdarza mi się korzystać z Google Maps, ale traktuję je raczej jako wskazówkę, że w danym miejscu może znajdować się coś interesującego. Kiedy natomiast fotografuję zimowe zjawiska powstające na zamarzniętych zbiornikach wodnych, bardziej polegam na wieloletnich obserwacjach i doświadczeniu. Z czasem nauczyłem się przewidywać, kiedy warunki mogą być odpowiednie i kiedy warto wyruszyć na zdjęcia. Właśnie w ten sposób powstały fotografie z cyklu „Last Winter”, w którym dokumentuję niezwykłe, często krótkotrwałe formy tworzące się na okolicznych akwenach.
Po czym poznajesz, że miejsce oglądane z góry ma potencjał na coś więcej niż efektowne zdjęcie z drona?
Przede wszystkim po tym, że coś mnie zaskoczy. Jeśli patrzę z góry i nagle widzę formę, układ czy zjawisko, którego wcześniej nie dostrzegałem, wiem, że jest w tym potencjał na coś więcej. Z czasem jest jednak coraz trudniej mnie zaskoczyć.

W Twoich fotografiach krajobraz często zaczyna przypominać abstrakcyjne malarstwo. Jak ważne są dla Ciebie kolor, rytm, faktura i geometria jako sposób wyrażania piękna, a może brzydoty świata?
Tak jak już wspomniałem, jestem fanem malarstwa abstrakcyjnego i z pełną świadomością wykorzystuję w swoich fotografiach kolor, rytm, fakturę i geometrię krajobrazu, starając się tworzyć obrazy właśnie w takiej estetyce. Interesuje mnie moment, w którym rzeczywisty krajobraz zaczyna tracić swoje oczywiste znaczenie i staje się przede wszystkim kompozycją form, kolorów i faktur. Nie zawsze musi być przy tym piękny w tradycyjnym rozumieniu tego słowa – czasem właśnie w pozornie zwyczajnych miejscach można znaleźć niezwykle interesujące kadry.
Ile w finalnym obrazie jest cierpliwego planowania, a ile szczęścia związanego ze światłem, pogodą i ulotnym układem terenu? Idealne zdjęcie powstaje częściej już na planie czy dopiero w komputerze podczas przeglądania materiału?
Wydaje mi się, że to zawsze jest połączenie kilku czynników – trzeba znaleźć się we właściwym miejscu we właściwym czasie, ale znacznie bardziej trafia do mnie myśl, że „szczęście sprzyja przygotowanym”. Większość moich zdjęć powstaje w Rybniku i jego najbliższej okolicy, czyli na terenach, które bardzo dobrze znam. Obserwuję je od lat i staram się przewidywać, kiedy światło, pogoda czy warunki na ziemi mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dlatego tworzenie „Podniebnych Obrazów” jest dla mnie przede wszystkim metodyczną pracą, której czasem szczęście pomaga. Natomiast samo zdjęcie zawsze powstaje już na planie. Obróbka jest dla mnie jedynie postawieniem kropki nad „i” – pozwala wydobyć to, co zobaczyłem i sfotografowałem, ale nie zastępuje momentu wykonania zdjęcia.
Czy zdarzyło Ci się wrócić z wyprawy bez żadnego zdjęcia bo warunki nie były odpowiednie?
Jak najbardziej. I trzeba wtedy po prostu odpuścić. Nie każdy wyjazd musi zakończyć się dobrym zdjęciem. Czasami lepiej wrócić z niczym i poczekać na właściwe warunki, niż robić fotografię na siłę. Czasem odpowiedni moment może pojawić się dopiero przy kolejnej wizycie.

Gdzie przebiega Twoja granica ingerencji w fotografię? Jak obrabiać obraz aby wydobyć jego charakter, ale nie stworzyć rzeczywistości, której w danym miejscu nie było?
Ja stosuję w miarę proste sposoby obróbki, które są dopuszczone w takiej klasycznej fotografii krajobrazowej, czyli zmieniam ekspozycję, balans bieli, kontrast, nasycenie, itd. Ale niczego nie dodaję ani niczego nie usuwam. Zresztą na większości znaczących konkursów fotograficznych, w których udało mi się zdobyć jakąś nagrodę, wszystkie te zasady są mocno przestrzegane. Zazwyczaj trzeba wtedy wysłać plik RAW do weryfikacji. Warto pamiętać, że fotografia sama w sobie nie jest w pełni obiektywna. Już sam wybór kadru, moment naciśnięcia spustu migawki czy sposób obróbki są wyrazem subiektywnej wrażliwości i wizji autora.
W cyklu „Human on Earth” wykorzystujesz pareidolię i odnajdujesz w krajobrazie twarze oraz człekokształtne formy. Czy częściej znajdujesz je przypadkiem, czy z czasem nauczyłeś się już ich świadomie szukać?
Na początku odnajdywałem je przypadkiem, ale z czasem zauważyłem, że mój mózg niejako „nauczył się” bardzo szybko dostrzegać twarze i człekokształtne formy w krajobrazie czy architekturze. Nie jest to jednak świadome poszukiwanie. To raczej intuicyjny, podświadomy proces, który uruchamia się sam, gdy patrzę na otaczającą mnie przestrzeń.

W serii „Creations” świadomie wprowadzasz ludzi do krajobrazu i reżyserujesz sceny. Jak wygląda komunikacja z bohaterami, którzy z wysokości stają się drobnymi elementami wielkiej kompozycji?
W większości zdjęć z tego cyklu są to autoportrety, więc cały proces kontrolowałem na bieżąco, korzystając z podglądu na kontrolerze. W innych przypadkach trzeba było po prostu głośno krzyczeć, bo dron to niestety dość głośne urządzenie.
Mieszkasz na Śląsku i wiele nagradzanych prac tworzysz w Rybniku oraz najbliższej okolicy. Dlaczego lokalny krajobraz wciąż pozostaje dla Ciebie inspirujący? nie obawiasz się, że tematy wkrótce się skończą?
Nie obawiam się, że tematy kiedyś się skończą, ponieważ krajobraz nieustannie się zmienia. Rybnik i Śląsk są niezwykle różnorodne – obok lasów, rzek i zbiorników wodnych istnieją tu również ślady przemysłowej historii regionu. To właśnie przenikanie natury i działalności człowieka sprawia, że wciąż odkrywam nowe motywy. Szczególnie fascynują mnie zimowe przemiany krajobrazu, kiedy mróz, wiatr i woda tworzą zjawiska, które istnieją tylko przez chwilę. Mam poczucie, że samo dokumentowanie tych zmian mogłoby stać się projektem na całe życie.

W cyklu „Silesian Creatures” wracasz do pejzażu znanego z dzieciństwa: kopalni, koksowni i hałd. Co nowego zobaczyłeś w nim dopiero wtedy, gdy uniosłeś kamerę w powietrze?
Dorastałem w Radlinie, gdzie z okna miałem widok na kopalnię Marcel, koksownię i Szarlotę – jedną z najwyższych hałd w Europie. Po latach postanowiłem spojrzeć na ów znany mi na pamięć pejzaż z innej perspektywy. Podjąłem próbę odkrycia dla siebie na nowo tego krajobrazowego wyróżnika Śląska, jakim są góry pokopalnianych odpadów. Zobaczyłem w nich symbole, kształty i struktury, które mogą stanowić brakujące ogniwo w wizualnej reprezentacji regionu.
Czy początkujący fotograf musi podróżować na drugi koniec świata, żeby tworzyć oryginalne obrazy?
Nie wierzę, że o wartości fotografii decyduje odległość od domu. Większość moich najważniejszych zdjęć powstała w Rybniku i jego najbliższej okolicy. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że oryginalnych tematów nie trzeba szukać na drugim końcu świata. Fotografia to przede wszystkim sztuka patrzenia, cierpliwości i wrażliwości. Im więcej czasu poświęcamy na obserwację miejsc, które dobrze znamy, tym więcej zaczynamy w nich dostrzegać. Często największe odkrycia czekają tuż obok nas.
jaki błąd najczęściej popełniają osoby, które zaczynają fotografować dronem?
Myślę, że na początku większość fotografów dronowych jest zafascynowana samą podniebną perspektywą. To zupełnie naturalne. Z czasem jednak warto pamiętać, że dron jest tylko narzędziem. Najważniejsze jest znalezienie własnego języka wizualnego i własnego stylu, bo to one decydują o tym, czy zdjęcie będzie naprawdę oryginalne i zapadnie w pamięć.

Czy fotografia dronowa wymaga innego myślenia o świetle niż fotografia wykonywana z poziomu ziemi?
Tak, zdecydowanie. Z lotu ptaka światło działa zupełnie inaczej niż z poziomu ziemi. Nie tylko oświetla krajobraz, ale przede wszystkim podkreśla jego strukturę, faktury, cienie i geometryczne formy, które często są niewidoczne z niższej perspektywy. Dlatego w fotografii dronowej światło odgrywa ogromną rolę. Na szczęście z czasem można nauczyć się przewidywać jego działanie i wykorzystywać je świadomie podczas planowania zdjęć.
Jak odróżnić dobry kadr z góry od zdjęcia, które jest interesujące wyłącznie dlatego, że pokazuje nietypową perspektywę?
Kiedyś sam fakt pokazania świata z lotu ptaka był czymś niezwykłym. Dziś ta perspektywa jest powszechna i coraz trudniej zaskoczyć odbiorcę. Dlatego dobry kadr to dla mnie taki, który wnosi coś nowego – zaskakuje formą, światłem, kompozycją albo skłania do refleksji. Największą satysfakcję daje mi moment, kiedy ktoś patrzy na zdjęcie i dopiero po chwili orientuje się, że zostało wykonane z drona. Wtedy wiem, że najważniejszy stał się sam obraz, a nie perspektywa, z której został sfotografowany.
Twoje Podniebne Obrazy były wielokrotnie nagradzane w międzynarodowych konkursach, a w 2025 roku znalazły się między innymi wśród laureatów HIPA, BigPicture, Berlin Photo Awards i Minimalist Photography Awards. Czy nagrody wpływają na kierunek dalszej pracy, czy starasz się całkowicie od nich odciąć podczas tworzenia?
Nagrody są bardzo miłym elementem pracy fotografa. Oczywiście cieszą i utwierdzają mnie w przekonaniu, że to, co robię może się podobać i zyskiwać uznanie. Wyróżnienia bywają motywujące. Pokazują mi również, że fotografie wykonane po sąsiedzku mogą konkurować z prawdziwą egzotyką.
Tworzę jednak przede wszystkim z własnej potrzeby obserwowania i dokumentowania otaczającej mnie rzeczywistości. Jeśli przy okazji jakaś fotografia zostanie doceniona, to jest to ogromna radość, ale nigdy nie jest celem samym w sobie. Konkursy mają swoją specyfikę – o sukcesie decyduje wiele czynników, w tym także gust i wrażliwość jury. Fotografia jako sztuka wizualna nie daje się zamknąć w prostych kryteriach oceny. To nie bieg na 100 metrów, w którym o zwycięstwie decydują setne części sekundy. W fotografii nie istnieje jedna obiektywna miara wartości obrazu.

Czy istnieje fotografia, która nie zdobyła żadnej nagrody, ale jest dla Ciebie ważniejsza niż najbardziej utytułowane prace?
Nie. Trudno byłoby mi wskazać jedną fotografię, ponieważ każda ma dla mnie swoją historię i znaczenie. Nagrody dają satysfakcję, ale nie decydują o wartości zdjęcia. Konkursy są ważnym wyróżnieniem, jednak nie są – i nie powinny być – ostateczną wyrocznią.
Co zmieniłbyś w swoim dronie aby był idealnym narzędziem twórcy?
Chciałbym, żeby był zdecydowanie cichszy. Dzięki temu mniej ingerowałby w otoczenie i pozwalał pracować bliżej żywych stworzeń. Poza tym uważam, że dzisiejsze drony są już na tyle zaawansowane, że o jakości zdjęcia znacznie bardziej niż sprzęt decyduje wrażliwość i pomysł fotografa.
Czy myślałeś o tym aby osobiście wzbić się w powietrze z lustrzanką i poszaleć na niebie?
Nie, chyba nie mam aż tyle odwagi. Mam za to ogromny szacunek dla osób, które w ten sposób pozyskują obrazy. Mnie w zupełności wystarcza perspektywa, którą daje dron.
Czego publiczność może spodziewać się po Twoim spotkaniu podczas targów — inspiracji, praktycznych porad, opowieści zza kulis czy zmiany sposobu patrzenia na najbliższe otoczenie?
Dokładnie tego wszystkiego po trochu! Będzie trochę inspiracji, trochę praktycznych porad, trochę historii zza kulis, a przede wszystkim dużo opowieści o tym, jak patrzeć na otaczający nas świat i dostrzegać w nim rzeczy, których na co dzień często nie zauważamy.