Paweł Jędrusik – fotograf z Jaworzna, którego interesuje fotografia reportażowa, dokumentalna i uliczna. W głównej mierze fotografuje życie codzienne oraz wydarzenia zza kulis. Wielokrotnie nagradzany i wyróżniany w konkursach fotograficznych takich jak: Grand Press Photo 2021, 2023, Sony World Photograpy Awards 2015, 2017, Leica Street Photo, Wielki Konkurs Fotograficzny National Geographic, Śląska Fotografia Prasowa, Obiektywnie Śląskie, Moment Street Photo Awards, Lądek Mountain Photo Award, Chromatic Awards, Urban Photo Awards, SGL Local Press, e-Journalism Awards, czy Portret Prawdziwy. Jego zdjęcia były prezentowane na kilkudziesięciu wystawach indywidualnych i zbiorowych.
Na dużym wydarzeniu większość ludzi patrzy na scenę. Ty odwracasz się od niej. Powiedziałeś kiedyś, że przygotowania do wydarzenia potrafią być prawdziwą kopalnią dobrych ujęć, a gdy rozpoczyna się jego główna część, zdarza Ci się odłożyć aparat. Co takiego pojawia się przed wydarzeniem, czego nie ma już podczas oficjalnego show?
Zazwyczaj podczas samego wydarzenia obecnych jest sporo osób, w tym także innych fotografów. Nikogo nie zaskakują już zdjęcia choćby z procesji Bożego Ciała, bo przecież każdy wie, jak ona wygląda, niemal wszędzie podobnie. Podczas przygotowań, za kulisami, ludzie są mniej spięci, bo nie trwa jeszcze oficjalna część wydarzenia. Nie przywiązują też większej uwagi do detali, które potrafią być na zdjęciu prawdziwym “smaczkiem”. Lubię też sytuacje, gdy każdy jest zajęty czymś innym, co pozwala utworzyć wieloplanowe historie na zdjęciu. A podczas samego wydarzenia nie chcę robić tego, co wszyscy inni z aparatami na miejscu.

W fotografii ulicznej często mówi się, że najważniejsze jest nie samo reagowanie, ale przewidywanie tego, co wydarzy się za kilka sekund. Czy obserwując scenę, potrafisz już wcześniej wyczuć, że za chwilę może powstać twoje zdjęcie roku?
Wielokrotnie zdarzało się, że widziałem potencjał w danym miejscu i zastanawiałem się, co musiałoby się wydarzyć, żeby wykonać atrakcyjne zdjęcie. Dość często stoję w jednym miejscu przez kilka, kilkanaście minut i czekam na rozwój wydarzeń. Oczywiście nie zawsze mój zamysł się spełnia, ale czasami się to udaje. Natomiast sama obserwacja otoczenia jest istotna - bardzo często można zauważyć, że dana osoba zachowuje się w określony sposób albo jej gesty są powtarzalne. Wtedy wystarczy wyczekać odpowiedni moment.

Kiedy trafiasz na interesującą sytuację, pracujesz nad nią dłużej, czekając na odpowiedni gest, światło i układ postaci, czy częściej decyduje seria a w domu coś się wybierze?
W moim przypadku najczęściej jest to praca nad jednym ujęciem. Gdy widzę odpowiednią scenę dość często wykonuję kilka lub kilkanaście zdjęć, które raczej różnią się detalami - czy to ułożeniem postaci, czy padaniem światła. Zazwyczaj już na miejscu wiem, czy zrobiłem takie zdjęcie, jakie chciałem. Wychodzę z założenia, że jeśli ma się taką możliwość, to lepiej wyeksploatować temat na miejscu do granic możliwości, niż później w domu żałować, że nie zostało się kilka minut dłużej dla lepszego zdjęcia.
Zauważyłem, że wiele Twoich kadrów powstaje z pewnego dystansu. Dajesz bohaterom przestrzeń, pokazujesz ich w szerszym kontekście i rzadko wchodzisz bardzo bliski kontakt z osobami które fotografujesz. Czy to świadomy sposób fotografowania? Co daje Ci taki dystans do fotografowanej sytuacji?
Uważam, że otoczenie jest równie istotne co sama sytuacja na zdjęciu. Dla mnie fotografia musi składać się w całość, a tło jest nieodzowną jej częścią, która potrafi dodać kontekst albo zbudować odpowiednią atmosferę. Staram się wcielić w rolę obserwatora “z boku”, tak aby widz odniósł wrażenie, że scenka jest podglądana. Warto zwrócić też uwagę, że przestrzeń wokół nas się zmienia. Jeśli porównamy zdjęcia sprzed 30, 40 lat do obecnej rzeczywistości, to różnice są kolosalne. Dlatego ma to dla mnie znaczenie.

Chciałbym jeszcze podrążyć ten temat, bo ciekawi mnie, na ile osobowość fotografa wpływa na jego styl. Znam Cię od jakiegoś czasu - jesteś osobą otwartą i sympatyczną, ale raczej spokojnym obserwatorem niż kimś, kto wchodzi w sytuację i od razu przejmuje nad nią kontrolę. Wielu tych bardziej nieśmiałych twórców wybiera raczej fotografię krajobrazową. Tymczasem wybrałeś fotografię ludzi, często zupełnie obcych, w bardzo spontanicznych sytuacjach. Czy przełamanie tego dystansu jest dla Ciebie wyzwaniem? A może właśnie Twoja osobowość pomaga Ci pozostać niewidocznym obserwatorem?
Od wielu lat fascynuje mnie społeczeństwo, nasze zwyczaje, codzienność, podejście do życia. Jestem ogromnym fanem polskiej prowincji, zderzenia kultur, przemian społecznych, zwyczajów. Uwielbiam kontrasty na zdjęciach. Dla mnie to procesy, które za kilka, może kilkanaście lat mogą być nie do powtórzenia podczas wykonywania zdjęcia. W niektórych dziedzinach fotografii ta powtarzalność jest możliwa przy określonych warunkach. Co do przełamania się - to zależy od sytuacji, w której się znajduję. Najczęściej jednak staram się o tym nie myśleć i robię zdjęcia.

Twoje nagradzane zdjęcia wielokrotnie powstawały podczas zwyczajnych, lokalnych wydarzeń. Rodzinne Jaworzno zajmuje ważne miejsce w Twojej fotografii. Mówiłeś kiedyś o „małych-wielkich” wydarzeniach. Czy fotograf naprawdę musi podróżować na drugi koniec świata, żeby znaleźć historię która trafi na salony fotograficzne?
Wręcz przeciwnie - uważam, że znacznie łatwiej jest zrobić dobre zdjęcie w małej miejscowości, niż w dużych, obleganych turystycznie miastach. Znane miejsca zostały już sfotografowane chyba w każdy możliwy sposób, przytoczę choćby słynną wieżę w Pizie i zabawne ujęcia ludzi próbujących podpierać wieżę. W fotografii chodzi jednak o to, żeby szukać czegoś nowego, lokalne podwórka moim zdaniem na tym polu deklasują znane miejsca. To co jest również istotne - gdy fotografuję kulisy jakiegoś wydarzenia, to im mniejszej rangi ono jest, tym większą mam swobodę fotografowania ze względu na mniejszą liczbę ograniczeń organizatorów.

W fotografii ulicznej często fotografujemy obcych ludzi bez wcześniejszego uzgodnienia sytuacji. Gdzie dla Ciebie przebiega granica pomiędzy dobrym zdjęciem a naruszeniem czyjejś prywatności? Czy zdarzyło Ci się kiedyś zobaczyć świetną sytuację i świadomie nie nacisnąć spustu migawki, bo ważniejszy był człowiek niż zdjęcie?
Sztandarowym przykładem jest dla mnie fotografowanie osób bezdomnych, najlepiej zestawionych z czymś w tle, co nie pasuje. To kadr, który dość często wybierają ludzie zaczynający przygodę z fotografią uliczną. Dla mnie to pójście na łatwiznę i wykorzystywanie osób z problemami dla tak naprawdę nikłej jakości zdjęcia. Sporo osób zajmujących się fotografią uliczną wyznaje zasadę, żeby fotografować tak, jak samemu pozwoliłoby się sfotografować. Fotografia nie może robić krzywdy. I uważam, że to całkiem dobry klucz, choć oczywiście każdy ma inną granicę akceptacji.

Masz na koncie wyróżnienia i nagrody m.in. Sony World Photography Awards, Grand Press Photo, Leica Street Photo, Wielki Konkurs Fotograficzny National Geographic czy Śląska Fotografia Prasowa. Czy sukces w konkursie zmienia sposób, w jaki zaczynasz patrzeć na własne zdjęcia, czy najlepszą metodą jest o nagrodach zapomnieć i dalej fotografować po swojemu?
Nagrody to tylko dodatek, miłe docenienie codziennej pracy. Warto pamiętać, że konkursy są w dużej mierze subiektywne. Sam sposób patrzenia na własne zdjęcia zmienia się przez lata. Tak naprawdę obecnie jestem zadowolony może z kilkunastu zdjęć, które zrobiłem przez 20 lat mojej przygody z fotografią.

Jedno z Twoich zdjęć Dziadów Noworocznych zostało docenione w więcej niż jednym prestiżowym konkursie. Czy już w momencie naciskania spustu migawki wiedziałeś, że wydarzyło się coś wyjątkowego, czy wartość tego kadru odkryłeś dopiero później?
To kolejny przykład fotografii od kulis. Zdjęcie powstało w Żywcu, przed jednym z domów, gdzie trwały przygotowania do wydarzenia. Tego dnia na dom padało piękne światło, które podkreślało kolory i swego rodzaju magię i tajemniczość miejsca, tworząc nieco bajkowy klimat. Od razu wiedziałem, że jest tu potencjał na dobre zdjęcie. Kilka minut wyczekiwałem moment, aż przebrane postacie będą wychodzić lub wchodzić do domu. Wtedy zrobiłem dwa, może trzy zdjęcia.

Masz imponującą ilość nagród zdobytych w prestiżowych konkursach. Jakie po latach masz zdanie na temat konkursów. Czy nadal mają znaczenie dla Twojej twórczości?
Konkurs, jak już wspomniałem, jest dodatkiem, nie celem. Uważam, że są one dobrym sposobem na pokazanie swojej twórczości i sprawdzeniem się na tle innych fotografów. Miły dodatek. Niepokojącym zjawiskiem w ostatnich latach jest wysyp płatnych konkursów, o prestiżowo brzmiących nazwach, których celem tak naprawdę nie jest promocja dobrej fotografii, a zarabianie pieniędzy. Uczestnik płaci niemałe wpisowe (nawet po kilkadziesiąt Euro), a organizator nagradza i wyróżnia nawet po kilkaset zdjęć. W praktyce wygląda to tak, że bardzo wielu uczestników otrzymuje “nagrodę” w postaci np. PDF-u z dyplomem. To duża pułapka głównie dla osób zaczynających swoją przygodę z fotografią, bo organizatorom zależy na “docenieniu” wielu fotografów, tak aby w kolejnej edycji znów zapłacili pieniądze.

Czy nosisz przy sobie teleobiektyw? Na ile wybór obiektywu wpływa na sposób, w jaki poruszasz się pomiędzy ludźmi i budujesz relację z fotografowaną sceną?
Obecnie w ogóle nie używam teleobiektywu. Na co dzień mam tylko pełnoklatkowy aparat kompaktowy z obiektywem o ogniskowej 28 mm, który wymusza fotografowanie z bliska. Ja wychodzę z założenia, że teleobiektywu nie powinno się używać do fotografii ulicznej, ponieważ zaburza perspektywę. Dla mnie kluczem jest pokazywanie sytuacji takiej, jak się zastało. Fotografując staram się nie zwracać na siebie uwagi, przemieszczam się między ludźmi do momentu, aż moja obecność stanie im się obojętna. Wtedy jest dobry moment na robienie zdjęć.
W fotografii streetowej często pojawia się pokusa szukania efektownej geometrii, mocnego światła. Co jest dla Ciebie ważniejsze: forma czy historia? A może dobre zdjęcie uliczne może mieć jedno i drugie?
Nie ma reguły. I to i to przyciąga. Kiedyś udało mi się zrobić całkiem ciekawe zdjęcie mażoretek, a w zasadzie zasygnalizować ich obecność, bo nie widać ich na ujęciu. Są tam tylko wyrzucone w górę pałeczki, to taki przykład geometrycznej fotografii ulicznej. Aczkolwiek takich zdjęć mam zdecydowanie mniej, niż tych, na których jest jakaś scenka, historia.

Jak wygląda Twój proces selekcji? Czy największym wyzwaniem jest zrobienie zdjęcia, czy później odrzucenie 99 procent materiału i znalezienie tego jednego kadru. Czy zdarza Ci się po latach wrócić do archiwum i odkryć zdjęcie, którego wcześniej nie zauważyłeś? Czy dystans czasowy zmienia ocenę własnych fotografii?
W zasadzie zanim skopiuję zdjęcia z aparatu na komputer, to już wiem, które zdjęcie lub zdjęcia chcę pokazać. Komputer to już formalność - obejrzenie zdjęcia na dużym ekranie i delikatna obróbka na poziomie kontrastu, świateł i cieni. Szczerze mówiąc po latach jest niewiele fotografii, z których nadal jestem zadowolony. Myślę że uzbierałoby ich się może kilkanaście. Wraz z czasem zmienia się sposób patrzenia na własną pracę. Ale to też motywuje, bo próbuje się zrobić jeszcze ciekawsze zdjęcia.
Fotograf dokumentalny często musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy pokazać rzeczywistość dokładnie taką, jaka była, czy budować własną interpretację. Gdzie dla Ciebie kończy się dokument, a zaczyna autorska kreacja?
Na pewno niedopuszczalne jest dla mnie wpływanie na ludzi do wykonania określonych zachowań na potrzeby zdjęcia. Siłą fotografii jest naturalność, brak ingerencji w otoczenie. Ujęcie tego, co się zobaczyło. Fotograf jest tylko obserwatorem, nie kreatorem rzeczywistości. Manipulowanie sceną jest oszukiwaniem widza. Oczywiście nie chodzi o to, aby nie robić “ustawianych” portretów - natomiast powinno to być wyraźnie zaznaczone, że nie jest to zastana scena. W najmniejszym stopniu nie akceptuję także usuwania elementów ze zdjęcia w postprodukcji. To także jest dla mnie absolutnie niedopuszczalne.

Jak wysoko jesteś gotów podnieść ISO, żeby zarejestrować moment? Czy istnieje dla Ciebie granica, po której wolisz nie zrobić zdjęcia niż zaakceptować gorszą jakość obrazu? A może nie ma takiej granicy?
To ma dla mnie drugorzędne znaczenie, zresztą obecnie aparaty cyfrowe mają świetną jakość nawet przy ISO 3200 czy 6400. Osobiście raczej nie używam większych wartości, ale głównie dlatego że nie ma po prostu takiej potrzeby. Zdecydowaną większość zdjęć można wykonać na takich czułościach.
W fotografii ulicznej często liczy się dyskrecja. Czy wielkość aparatu i obiektywu rzeczywiście wpływa na zachowanie fotografowanych ludzi? Słyszałem, że sprzęt masz zawsze przy sobie?
Uważam, że tak. Duży aparat i obiektyw zwracają na siebie uwagę, przyciągamy tym wzrok. Jak już wspominałem ja używam tylko małego aparatu kompaktowego ze stałoogniskowym obiektywem i noszę go wszędzie codziennie. Z prostego powodu - dość dużo moich zdjęć powstało w całkiem nieoczekiwanych momentach. Zresztą, nie lubię nosić ciężkiego sprzętu.

Jak sobie odpowiadasz na pytanie - po co mi to?
Dla zachowania na przyszłość wycinka obecnej rzeczywistości. Dla siebie, swojej satysfakcji, dla historii. A od ośmiu lat także dla mojej córki Ewy, której życie fotografuję prawie codziennie. Nie wyobrażam sobie, że miałbym odłożyć aparat na półkę i nie robić już zdjęć. To moja codzienność i moje życie.



Zapraszamy na stronę Pawła Jędrusika https://jedrusik.pl/
Na targach poprowadzi prelekcję autorską “Kiedy zaczyna się wydarzenie odkładam aparat”